Z cyklu Sztuka odpuszczania
Wojna z wiatrakami na własne życzenie
Złe doświadczenia potrafią skutecznie popsuć humor. Wystarczy kilka kiepskich noclegów, mdła atmosfera w podróży i zmęczenie, by z naszych ust padło kategoryczne: „Nigdy więcej!”. To słowo daje złudne poczucie kontroli i ochrony przed kolejnym rozczarowaniem. Budujemy z niego mur, myśląc, że w ten sposób odcinamy się od problemów. Niedługo potem los i tak rzuca nas w miejsce, które całkowicie burzy te założenia, okazując się najwspanialszym i najbardziej uzdrawiającym punktem na mapie. Wtedy zostaje tylko uśmiechnąć się do własnej naiwności.
Mówiąc „nigdy”, nie chronisz się przed światem – Ty się przed nim zamykasz. To słowo to nic innego jak lęk przebrany w kostium życiowej mądrości. Zakładasz, że skoro raz czy dwa sparzyłeś się na jakiejś sytuacji, facecie, kobiecie czy biznesie, to każdy kolejny krok w tym kierunku skończy się tak samo. W ten sposób sam odbierasz sobie prawo do niespodzianek i rzucasz wyzwanie losowi, który przecież uwielbia udowadniać nam, jak mało jeszcze wiemy o życiu. Przeszłość ma być lekcją, a nie dożywotnim wyrokiem.
Zostaw drzwi uchylone. Wyciągaj wnioski, ufaj swojej intuicji, ale nie bój się dać światu czystej karty. Kategoryczne deklaracje tylko usztywniają Twój umysł i sprawiają, że omijają Cię najlepsze widoki. Życie jest zbyt dynamiczne, by zamykać je w sztywnych definicjach. Zamiast budować mury ze słów, pozwól sobie na odrobinę elastyczności. Najlepsze scenariusze zazwyczaj piszą się same, dokładnie tam, gdzie według Twoich planów miała być już tylko pusta ściana.
Zamykanie sobie drzwi słowem „nigdy” przypomina wyrzucenie kluczyków do samochodu tylko dlatego, że raz utknąłeś w korku.
Cytat dnia:
„Nigdy nie mów nigdy, ponieważ limity, podobnie jak lęki, często są tylko iluzją”. — Michael Jordan
