Bonus na dzień 3 czerwca

Z cyklu Szlakiem serca

Koniec z pracą na etacie sędziego
Nieosądzanie ludzi to przede wszystkim kwestia czystej ekonomii. Każdy z nas robi w życiu rzeczy, za które mógłby dostać solidną burzę oklasków albo dożywotni bilet do kąta. Gdybyśmy chcieli uczciwie wycenić i ocenić każde potknięcie naszych bliskich, sąsiadów czy polityków, zabrakłoby nam doby. Przez lata można żyć w przekonaniu, że surowy moralny kompas to obowiązek, a bycie sędzią we własnym życiu to wyraz dojrzałości. Prawda jest jednak znacznie bardziej intymna: najgłośniej oceniamy innych wtedy, gdy sami boimy się pójść pod lupę.
Osądzanie to po prostu tarcza obronna. Wyciągasz ją zawsze wtedy, gdy czujesz lęk, niepewność albo gdy Twoje własne poczucie wartości zaczyna niebezpiecznie szorować po dnie. Łatwiej jest wskazać palcem cudze potknięcie, niż przyznać przed samym sobą, że nie ogarniasz własnego podwórka. Kiedy osądzasz kogoś innego, tak naprawdę wystawiasz recenzję tej części samego siebie, której najbardziej nienawidzisz lub której nie pozwalasz sobie przeżyć. To zamknięte koło, w którym strażnik więzienny jest jednocześnie jedynym więźniem.
Zwiń ten sędziowski stragan i zejdź z ambony. Wolność nie polega na tym, że świat wreszcie zacznie zachowywać się idealnie, ale na tym, że Ty przestaniesz pisać mu scenariusz. Spójrz z łagodnością na to, gdzie jesteś dzisiaj, i daj innym prawo do ich własnych błędów. Kiedy odpuścisz potrzebę ciągłego wystawiania ocen, nagle znikną mury, które sam wokół siebie wybudowałeś. Przestań być prokuratorem we własnej sprawie – w ten sposób nikogo jeszcze nie uzdrowiono.
Ciągłe ocenianie innych jest jak próba naprawiania cudzego dachu, podczas gdy we własnym salonie właśnie poziom wody podnosi się do kolan.

Cytat dnia:
„Kiedy oceniasz innych, nie definiujesz ich wcale. Definiujesz samego siebie jako kogoś, kto ma potrzebę oceniania”. — Wayne Dyer