Z cyklu Szlakiem serca
Twój najbardziej toksyczny współlokator
Wyobraź sobie kogoś, kto towarzyszy Ci przez cały dzień i nieustannie mędzi nad uchem: „To beznadziejne. Nie dajesz rady. Mogło być lepiej”. Takiego typa nikt nie zaprosiłby na kawę, a jednak wielu z nas pozwala mu mieszkać we własnej głowie przez lata. Ten wewnętrzny krytyk potrafi zepsuć nawet najpiękniejszy poranek, karmiąc Cię poczuciem winy i wiecznym niezadowoleniem. Pora wystawić mu walizki za drzwi.
A teraz spróbuj inaczej. Wyobraź sobie towarzysza, który potrafi się szczerze śmiać – nawet z korków na drodze czy niekończących się kolejek. On nie wyśmiewa Twojego bólu; jest łagodny i współczujący, ale pomaga Ci znaleźć iskrę humoru tam, gdzie inni widzą tylko dramat. Ten przyjaciel opanował najtrudniejszą ze sztuk: lekkość bytu. On wie, że radość nie jest nagrodą za brak kłopotów, ale najlepszym sposobem na ich przetrwanie.
Zmień przewodnika. Wybierz kogoś, kto uczy Cię czerpać satysfakcję z samej drogi, a nie tylko z dotarcia do mety. Prawdziwa moc leży w umiejętności uśmiechnięcia się do własnych potknięć. Niech każda chwila, nawet ta trudna, będzie okazją do nauki radosnego życia. Bo w końcu to Ty decydujesz, kogo słuchasz, gdy zapada cisza. Poproś o siłę, byś potrafił dostrzec uśmiech tam, gdzie dotąd widziałeś tylko powody do narzekań.
Szczęście to nie brak kłopotów, to umiejętność śmiania się z nich, zanim one zdążą Cię pokonać.
Cytat dnia:
„Dzień bez uśmiechu to dzień stracony”. — Charlie Chaplin
